wtorek, 28 kwietnia 2015

Wracam do OCM!

Cześć!
Dzisiaj trochę o metodzie, która podbiła moje serce w zeszłym roku. Tak samo jak połowy internetu :) Mowa oczywiście o OCM - metodzie oczyszczania olejem. Jak to działa, jakie efekty przyniosło na mojej skórze, dlaczego zrezygnowałam, dlaczego wracam, jak wykonuję? Zapraszam do czytania.





Najpierw posłużę się krótkim opisem z Wizażu:
"Metoda czyszczenia olejem(The Oil Cleansing Method) opiera się na zasadzie "tłuszcz rozpuszcza tłuszcz", czyli w tym wypadku odpowiednia mieszanina olejów miesza się z nadmiarem sebum wytworzonym przez skórę, a następnie jest razem z nim zmywana. Metoda powoduje oczyszczenie się porów skóry, polepszenie krążenia podskórnego oraz uregulowanie wytwarzania sebum. "


Myślę, że nie muszę przedstawiać całej teorii, sposobów, rodzajów olei, bo na polskich blogach było to już tyle razy przerabiane, że wystarczy wpisać hasło w google i mamy opisane wszystko krok po kroku. Nie chcę się powtarzać.

Skoro ta metoda jest taka świetna i w ogóle, to dlaczego z niej zrezygnowałam?
W zeszłym roku stosowałam OCM przez 2 miesiące. Na początku miałam drobny wysyp, lecz było to raptem kilka krostek, nic strasznego, szybko zniknęły. Zauważyłam, że przestały mnie atakować suche skórki z każdego zakamarka twarzy, skóra była milutka w dotyku, nawilżona. Wyrównał mi się koloryt, zniknęły zaczerwienienia, z którymi bezskutecznie chciałam walczyć korektorem. Pory były oczyszczone i dużo mniej widoczne. Ogólnie cera wyglądała na bardziej promienną i wypoczętą. Ograniczyło się przetłuszczanie!
Jednak uznałam, że metoda jest dla mnie zbyt czasochłonna, zwłaszcza, że wieczorami po prostu padam i nie lubię sterczeć w łazience przez pół godziny, żeby się dokładnie umyć. A wiadomo, że czasu trochę schodzi, zwłaszcza na "parówkach". Drugim powodem był fakt, że zrezygnowałam z używania podkładu, to stwierdziłam, że nie potrzebuję tak dokładnego demakijażu i wystarczy mydełko aleppo.

Wracam do podkładu, wracam też do OCM :) Teraz krótko o moim wykonaniu:
1. Zmywam oczy płynem micelarnym - wiem, że wiele dziewczyn jest zadowolonych ze zmywania olejem makijażu oczu, bo faktycznie, jest to wygodne, nawet wodoodporny tusz bez problemu schodził, nie musiałam niczego trzeć. Miałam jednak kłopot w postaci łzawienia oczu, nawet mnie nie szczypały, ale po prostu nie mogłam pohamować potoku łez :) Książka w łóżku przed spaniem - mogłam zapomnieć.
2. Nakładam olej na zwilżoną wodą skórę (2 pompki - używam opakowania z pompką z Rossmanna), masuję dokładnie przez około 40 sekund.
3. Wycieram delikatnie twarz ściereczką z mikrofibry.
4. Nakładam kolejną pompkę oleju na skórę, masuję przez chwilę.
5. Moczę ściereczkę w gorącej wodzie, przykładam na twarz na 30 sekund, wycieram.
6. Kolejna pompka, już bez masażu.
7. Powtarzam punkt 5 dwa razy, dopiero potem wycieram.
8. Płukam skórę zimną wodą, żeby zamknąć pory.

Do mojej mieszanki używam 20% oleju rycynowego i 80% oleju z pestek winogron (mam cerę mieszaną, przetłuszczającą się na czole, nosie i pod oczami)

Mam nadzieję, że efekty znów będą spektakularne :)
Jakie macie opinie o OCM?



poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Moje zakupy w Naturze

Cześć!

Jak już się pewnie orientujecie, od dzisiaj trwa zakupowe szaleństwo w Naturze. Promocja -40% na kosmetyki kolorowe, więc i ja postanowiłam zawitać w najbliższej drogerii.
 Planowałam kupić więcej, duużo więcej, kusiły mnie kosmetyki Essence, ale niestety przyszło rozczarowanie - szafa Essence świeciła pustkami. Słyszałam też pogłoski o zawyżaniu cen regularnych, ale nic o tym nie wiem, więc nie potwierdzę.

Przejdźmy więc do tego co upolowałam:

Puder Sensique Matt Finish Powder

Mój ulubiony puder, pewniak, kupiłam kolejne opakowanie na zapas. Skutecznie matuje cerę na wiele godzin, nie zmienia koloru, używam go bez podkładu, bo zapewnia mi odpowiednie krycie (chociaż nie mam większych problemów z cerą). Pachnie pięknie, świeżo, nie mogę określić czym dokładnie. Opakowanie jest proste, bez lusterka, również bez gąbeczki, ale mi to nie przeszkadza, bo i tak zawsze nakładam go pędzlem. Jak najbardziej polecam. Cena też zachęca - 4,89 po obniżce. Kolor - 02.





Podkład w musie Essence soft touch mousse

Nie używam podkładów już od około roku, przyznam szczerze, że skusiłam się tylko tą promocją, wydałam na niego całe 9zł z groszami :) Czytałam kilka opinii na temat musów, ale sama jeszcze nic nie mogę o nich powiedzieć. Mam nadzieję, że nada się do mojej strefy T i nie będzie mi się ważył na twarzy. Opakowanie jest szklane, nie wiem jak będę wydobywać końcówki, ale może jakoś sobie poradzę. Wybrałam kolor 04 matt ivory.





Kredka My Secret satin touch kohl

Przyznam się szczerze, że jestem totalnym laikiem, jeśli chodzi o makijaż oczu. Używałam do tej pory eyelinera w pisaku, ale szło mi tak niezgrabnie, że postanowiłam kupić kredkę o jakimś mniej intensywnym kolorze, żeby się uczyć, a ewentualne błędy nie rzucały się tak tragicznie w oczy :) Kredka jest miękka w kolorze fioletu. Kosztowała 3,49 po obniżce. Na próbę warto :)






Zakupy skromne, ale mam nadzieję poszaleć w Rossmannie, już szykuję chciejlistę. A Wy obkupiłyście się w Naturze?

środa, 15 kwietnia 2015

Mazidła do ust, część 1

Cześć!




Dzisiaj przychodzę do Was z moją kolekcją mazideł do ust, część druga tego posta wkrótce. Zdjęcia ust słabe, ale może coś zobaczycie. Zapraszam do czytania.



Na pierwszy ogień - Essence XXXL longlasting lipgloss z efektem matującym

Dostępność: Natura, Hebe, Tesco (w niektórych widziałam szafy Essence)
Cena: ok. 10zł
Kolor: 06 Soft Nude
Trwałość: Bez jedzenia i picia utrzymuje się ok. 2 godzin
Zapach: kawowy
Działanie: Nie wypowiem się na temat koloru, bo miał być nude i taki jest, matowi, chociaż trzeba czekać, aż wyschnie, może podkreślać suche skórki.





Błyszczyk Eveline Lovers ultra shine lipgloss

Dostępność: Rossmann
Cena: ok. 13zł
Kolor: Nie mam numerka, bo etykietka się starła, zdjęcie tego nie oddaje, ale jest delikatnie różowy.
Trwałość: Spokojnie wytrzymuje kilka godzin, pomimo jedzenia, czy picia.
Zapach: Piękny, brzoskwiniowy!
Działanie: Błyszczyk nie pozostawia tłustej warstewki, nie da się "jeździć wargami po sobie", jest dość gęsty, dzieki czemu dłużej utrzymuje się na ustach.
Mój ulubiony błyszczyk, przed nim w ogóle nie lubiłam uch używać.







 Lovely Extra Lasting - pomadka matująca

Dostępność: Rossmann
Cena: ok. 10zł
Kolor: nr 3, czerwony
Trwałość: Kilka godzin, szybciej ściera się, przy jedzeniu
Zapach: Nie wiem jak to określić, kojarzy mi się z takim pudrowym zapachem
Działanie: Naprawdę matowi, dając naturalny efekt, bez widocznych suchych skórek (zdjęcie tego nie oddaje, wyszło chyba najgorsze). Kolor jest intensywny, ja jednak polecam wytrzeć najpierw szczoteczkę w chusteczkę, aby zebrać nadmiar kosmetyku, pomalować usta samą "resztką", wtedy efekt jest naprawdę dużo lepszy. Efekt na ostatnim zdjęciu :)




 Jestem fanką kosmetyków o niskich cenach (studencki budżet), jak i dobrym działaniu. Wszystkie 3 kosmetyki spełniają moje wymagania i uważam je za godne polecenia. Mam nadzieję na nowe łupy na zbliżającej się promocji w Rossmannie.



Prezentacja w czerwieni, z daleka wygląda chyba lepiej niż z bliska :)



wtorek, 14 kwietnia 2015

Trudne początki

Cześć!

Wita się z Wami kolejna włosomaniaczka i kosmetykomaniaczka. Moje maniactwo trwa już prawie 2 lata, od maja 2013. Postanowiłam więc założyć bloga, aby podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami, recenzjami i efektami. Mam nadzieję, że części z Was się to przyda i pomoże w ewentualnych przyszłych zakupach.


Zaczęło się od mojej miłości do kosmetyków włosowych. Oczywiście, jak większość początkujących włosomaniaczek zaczynałam od bloga Anwen, przeczytałam każdy post, spróbowałam chyba wszystkiego, eksperymentowałam w ramach moich możliwości finansowych. Raz kończyło się to lepiej, zwykle jednak gorzej. Zrozumiałam, że muszę sama nauczyć się potrzeb moich włosów, nikt mi nie poda na talerzu gotowego przepisu, na efekt photoshopa na głowie. Takie były początki:




To były jeszcze czasy nieudolnego eksperymentowania. Efekty widać - włosy tak suche, że sterczały na wszystkie strony, końcówki wyglądające jak rozjaśnione. Nie popełnijcie moich błędów. Na suchych, zniszczonych włosach na samym początku pielęgnacji odpuśćcie sobie laminowanie, aloes, naftę. Oczywiście nie wszystkie włosy zareagują źle, ale różnica jest ogromna, gdy używałam tego na początku, a teraz, gdy moje włosy są już w dobrej kondycji:

Wiem, że nie będę oryginalna, że pewnie słyszałyście to milion razy, ale powtórzę - oleje, oleje, oleje! One są w największym stopniu odpowiedzialne za poprawę stanu moich włosów. Olejowałam kiedy tylko mogłam, w większości przed każdym myciem, dodawałam olej do każdej maski, łyżkę lub więcej. Cały czas będę truć do mojej olejowej miłości :)


W przyszłości na pewno opiszę w całości moją włosową historię, jak również konkrety mojej pielęgnacji włosów, twarzy, ciała.

A jak Wy dbacie o włosy? :)