Szał promocji w Rossmannie już za nami, wszystkie posty na blogach pewnie też, ale dorzucę też coś od siebie. Oczywiście kupiłam więcej niż planowałam, ale to chyba norma. Starałam się robić zakupy tylko w pierwszych dniach poszczególnych promocji, nie chciałam patrzeć na te dzikie tłumy, robiące spustoszenie na półkach. A zatem, co kupiłam?
Dorzuciłam tu też zakupy z Natury, gdzie oczywiście też mnie poniosło :)
Już używane:
- zmywacze zielone Isana - moje ulubione, mimo, że mają gorszy skład od różowych, to uważam, że o wiele szybciej zmywają lakier
- baza Rimmel Lasting Finish - rzeczywiście przedłuża trwałość makijażu, pokład nie ściera się jak to zwykle u mnie bywa, niestety baza nie matuje, ale producent wcale nam tego nie obiecywał. Dla mnie na plus.
- podkład Rimmel Lasting Finish - bardzo dobre krycie (przyzwyczaiłam się do leciutkiego CC od Bell, stąd to zaskoczenie), boję się trochę, że jak dam za dużo, to zrobię efekt maski, będzie miał osobną recenzję
- Wibo Neutral Eyeshadow Palette - bardzo duże zaskoczenie, zwłaszcza po cieniach Lovely. Również będą miały osobną recenzję.
- róż Matt Rouge - mój pierwszy róż, chyba nie mam do czego porównać, ale pasuje mi :)
- Wibo Diamond Illuminator - taka sama sytuacja
- Wibo Gel Like - żelowy top, ostatni ulubieniec, zasycha w kilka minut, tworząc twardą warstwę na paznokciach. Dla mnie, która nienawidziła malować paznokci przez to, że schną pół dnia, a potem i tak odbija się na nich pościel - ideał :)
Reszta czeka na swoją kolej.
Jak wspominałam, gdy już nabyłam top, zaczęłam częściej malować paznokcie. Pierwszy lakier trzymał się idealnie przez tydzień, potem po prostu mi się znudził i zaczęłam zmieniać kolory co dwa dni. Ale zero odprysków, lakier nie schodzi z paznokci. Ogólnie staram się cały czas regularnie olejować (ostatnio może trochę mniej), więc pazurki są w całkiem niezłym stanie. Ostatnio zmalowane i uwiecznione na zdjęciach:
A co z włosami?
Trzymają się dzielnie, chociaż w ciągu ostatnich miesięcy bardzo je zaniedbałam. Nie robiłam im nic złego, ale też nic dobrego. Szybkie mycie, żadnych odżywek, masek, olejowania. Zrobiły się sianowate, łamały się, plątały. W tym tygodniu trochę je dopieściłam i odratowałam. Pomyślałam, że muszę o nie dbać, bo mam plan, żeby za jakiś czas obciąć i oddać na fundację Rak&Roll, więc nie mogą być w byle jakim stanie. Na razie jeszcze trochę zapuszczam, dzielnie piję drożdże (35 kubków za mną!), staram się wcierać Jantar (jednak do wcierek nie mogę się przyzwyczaić) i mam zamiar grzecznie o nie dbać jak tylko znajdę czas. :)
Jakość telefonowa, światło słabe, bo pogoda nie sprzyja. :)
Pozdrawiam!



